~Kenji... Dlaczego?~
Jedyne pytanie jakie teraz ciągle nachodziło moją główkę było: Dlaczego, jestem tak zawiedziony, ze nawet nie potrafię spojrzeć mu w oczy. Wycelował we mnie, ale przecież nie wiedział, czy to ja, nie wiedział nawet czy żyje! A jednak...
-Haru...- z głębokiego transu przemyśleć wyrwał mnie delikatny głos bliźniaka. Nie wiem dlaczego, ale zareagowałem na to bardzo raptownie, zerwałem się z miejsca i jak najszybciej wstałem z łóżka. Musiało mu się to wydać naprawdę dziwne, gdyż on sam przeniósł się do pozycji siedzącej i spojrzał na mnie jakby zszokowany. Zaszklone oczy zrobiły się jeszcze większe niż przedtem, a czarne źrenice wyglądały teraz niczym mała kropeczka.
-N..Nie dotykaj mnie! - krzyknąłem bez większego zastanowienia tak jakbym kompletnie nie panował nad swoimi emocjami. Bałem się. Na dobrą sprawę mógłbym już nie żyć, a i tak nikomu nie zrobiłoby to różnicy. Dlaczego teraz miałem wrażenie, że jestem na tym okrutnym świecie kompletnie sam? Wcześniej wierzyłem.. ufałem mu bez żadnego większego zastanowienia, a teraz? Mógłbym go równie dobrze porównać z katem, chociaż tak naprawdę nie chciał mnie skrzywdzić.
- Co tutaj się wyprawia!? - zanim Kenji zdążył cokolwiek powiedzieć do pokoju wparował Kira. Zapewne usłyszał mój krzyk i nie mógł go tak po prostu zignorować.- Oh widzę, że braciszkowie w końcu zaczęli ze sobą rozmawiać. Kenji.. tak? Nie strasz go, celowałeś do niego jeszcze kilka godzin temu, czego ty się spodziewasz? - wycedził do niego prosto z mostu i to wcale nie najmilszym tonem. On w ogóle takiego nie posiadał jak tak teraz o tym myślę. Wyższy ode mnie chłopak podszedł i zarzucił mi jedną rękę na kark. Chciał w ten sposób zmniejszyć dystans jaki między nami panował, a równocześnie zbliżył się do mojej twarzy... za blisko.
-Szybciej celowałbym do ciebie niż do własnego brata... - wymamrotał coś przez zęby. Był zły o to, że to mój wybawca teraz znajduje się tak blisko mnie. Nie chciał tego...
-Nie pierdol. - wycedził wprost tym razem już odsuwając się ode mnie. Miałem wrażenie, ze jeden z nich zaraz wyciągnie jakąś sprytnie schowaną broń i wymierzy temu drugiemu strzał między oczy. - Trzeba było trzymać rączki z dala od broni skoro nawet nie umiesz się nią posługiwać, dzieciaku. - powolnym, niechlujnym krokiem, zmierzał w kierunku Kenji'ego. Jego wzrok był tak zimny, że spojrzenie w jego tęczówki mogłoby okazać się śmiertelne. Chwycił mojego bliźniaka za bluzkę... jeszcze nie spodziewał się tego co za chwilę może się stać. Obrócił się w bok i jednocześnie przydzwonił plecami o wiele bardziej wątłego chłopaka o ścianę. Kenji aż zgiął się pół wydając z siebie dziwny, niezidentyfikowany dźwięk wyrażający ból.
-Szybciej celowałbym do ciebie niż do własnego brata... - wymamrotał coś przez zęby. Był zły o to, że to mój wybawca teraz znajduje się tak blisko mnie. Nie chciał tego...
-Nie pierdol. - wycedził wprost tym razem już odsuwając się ode mnie. Miałem wrażenie, ze jeden z nich zaraz wyciągnie jakąś sprytnie schowaną broń i wymierzy temu drugiemu strzał między oczy. - Trzeba było trzymać rączki z dala od broni skoro nawet nie umiesz się nią posługiwać, dzieciaku. - powolnym, niechlujnym krokiem, zmierzał w kierunku Kenji'ego. Jego wzrok był tak zimny, że spojrzenie w jego tęczówki mogłoby okazać się śmiertelne. Chwycił mojego bliźniaka za bluzkę... jeszcze nie spodziewał się tego co za chwilę może się stać. Obrócił się w bok i jednocześnie przydzwonił plecami o wiele bardziej wątłego chłopaka o ścianę. Kenji aż zgiął się pół wydając z siebie dziwny, niezidentyfikowany dźwięk wyrażający ból.
Dość... Kira, przestań...
...takie słowa przechodziły mi przez myśli, a jednak za żadne skarby nie mogły teraz wyjść z moich spierzchniętych ust. Co to ma być!? On krzywdzi drugą połowę mojej osoby. Dlaczego nie mogę wypowiedzieć NIC, żadnych słów, które mogłyby go powstrzymać. Podniosłem głowę na ich obu. Znieruchomieli, albo wymieniali się obelgami we własnych umysłach. Wyglądali co najmniej tak jakby w oczka mieli wbudowane lasery.
-Już nie jesteś taki bystry co.... - jak jakiś opętany ruszyłem natychmiast z miejsca kiedy to wyższy chłopak uniósł dłoń i zacisnął palce w pięść. Złapałem go za ramię i jak najmocniej pociągnąłem, by tylko go zatrzymać. Kolejny raz wyglądało to w ten sposób jakbym martwił się o Kirę.- Co jest do jasnej cholery...
-Czekaj... stój. Nie bij go. - szepnąłem jak najciszej się dało, zwieszając głowę w dół. Długa grzywka zasłoniła moje zmartwione, blade oblicze, które było już zmęczone tym wszystkich. Zbyt dużo wrażeń jak na jeden raz. Ku mojemu zdziwieniu posłuchał, opuścił dłoń i wypuścił Kenji'ego. Dlaczego czułem jak do moich oczu napływają łzy skoro nic takiego się nie stało? Moja wrażliwość przekraczała wszelkie granice jak widać, albo po prostu mój stan psychiczny już nie dawał sobie z tym rady.
-Haruka... słuchaj...
-Nie. - odpowiedziałem natychmiast w tym samym momencie co mój brat zaczął swoją wypowiedź - Nie chce ciebie więcej słuchać! Najlepiej będzie jak już pójdziesz... do siebie... - cały czas ze wzrokiem wlepionym w podłogę prawiłem kazanie. Miałem nadzieje, że nie weźmie tych słów na poważnie, a jedynie oszczędzi to kolejnych kłótni i sporów z Kirą. Nasz towarzysz obserwował sobie z boczku to żałosne przedstawienie. Roześmiał się po tym wszystkim co powiedziałem tak głośno, chwycił mnie i pociągnął w swoja stronę. Usiadł na łóżku a mnie posadził na swoich kolanach, plecami do niego. Jedną ręką objął mnie w pasie, drugą umiejscowił na moim policzku, a końcówka noska podrażnił skórę na mojej szyi.
-Słyszałeś? Haru nie chce cie widzieć.. - dopowiedział swoje trzy grosze. Byłem totalnie sparaliżowany, nawet na to wszystko nie reagowałem. Jak maskotka.
-Rób co chcesz! I nie przychodź do mnie potem z płacze, Haruka! - krzyknął, zdenerwowany i prawie w trybie natychmiastowym wybył z pokoju uprzednio trzaskając drzwiami. Moje serce wręcz teraz rozrywało się na pół, ale czy to nie ja pierwszy to wszystko zacząłem? To ja pierwszy go zraniłem, w dodatku nie odepchnąłem od siebie Kiry...
Chwila... ale dlaczego on jest zły? Jakie relacje nas łączą? Sam już nie wiem, a on wcale mi tego nie ułatwiał. Zacisnąłem zęby ze zdenerwowania i napływu negatywnych emocji. Odepchnąłem od siebie dłonie Kiry chociaż było to dosyć trudne do osiągnięcia zadanie. Praktycznie upadłem na kolana starając się trochę odczołgać od chłopaka. Dlaczego po prostu nie mogłem mu powiedzieć, żeby mnie zostawił?
-Teraz ty będziesz rogi pokazywał? Przed chwilą powiedziałeś bratu, że ma stąd wyjść, a teraz będziesz się mazał?
Zignorowałem kompletnie to co powiedział, było mi już wszystko jedno, niech sobie myśli co chce. Chwyciwszy za maskę tlenową znajdującą się na stoliku obok, pozbierałem się z ziemi i czym prędzej wyszedłem z pokoju. Mały robocik, który opiekował się moim bliźniakiem stanął mi na przeszkodzie kiedy zamierzałem opuścić ta ruinę. Naciągnąłem pasek od maski po czym przecisnąłem się bokiem.... już miałem zamiar wyjść kiedy to nagle... zawahałem się. Przystanąłem tak raptownie jakbym co najmniej w coś uderzył. W niewidzialną osłonę oddzielająca mnie od świata rzeczywistego. Szlag by to wszystko trafił! Już nawet kłócę się sam ze sobą, co to ma być...
[...]
Ostatecznie i tak wyszedłem na zewnątrz, ale jakby wbrew swojej własnej woli. Obawiałem się tego co stanie się po moim powrocie: i tak bezpodstawnie. Była gdzieś tak godzina 23:30. Na oko bo mój zegarek miał tak pobita szybkę, że mało co udało się stamtąd wyczytać. Godzina w ta czy w tą, w każdym razie było już ciemno. Wpełzłem do swojego pokoiku, którego użyczył mi mój bohater (Kira) i właściwie potykając się o własne nogi: skończyłem na podłodze. Bezsilny, wykończony tym wszystkim, nawet własnymi wyrzutami sumienia. Doczołgałem się do łóżka, ściągnąłem z niego malutka poduszkę i wtuliłem się w nią niczym małe dziecko. Moja twarz nie wyrażała teraz żadnych emocji nawet smutku, aczkolwiek w kompletnych ciemnościach dało się dostrzec tajemniczy blask bijący od bladych policzków i szklących się oczu. Kilka pojedynczych słonych łez spłynęło w dół po moim obliczu, by potem roztrzaskać się o zimną podłogę. Kilka minut po tym drzwi od mojego pokoju ponownie się uchyliły. Nie widziałem kto to wchodzi, ale miałem cichą nadzieje, że to nie Kira.
-Haruka...śpisz? Ja.... - usłyszałem cichy, męski, ale bardzo ciepły głos swojego brata. Było to niczym ukojnie dla moich poszarpanych przez kłótnie, uszu. Kiedy zobaczył mnie samego płaczącego na podłodze, aż cofnął się do tyłu o krok. Niepostrzeżenie zamknął drzwi plecami. Nie widziałem go a jednak spokojnie mogłem stwierdzić, że jest nieźle zdziwiony tym widokiem i może też..zawiedziony? - Ty... płaczesz..
Cóż za błyskotliwa reakcja. Wtuliłem się bardziej w poduszkę starając się jak najbardziej zakryć zapłakaną twarz oraz lekko zaczerwienione oczy.
-Idź stąd.. - prychnąłem, chociaż to co właśnie powiedziałem kolejny raz nie zgadzało się kompletnie z moimi uczuciami. Czy ja w ogóle potrafię słuchać własnego serca? Bo mam wrażenie jakbym był głuchy na jego wszystkie wołania....
-------------------------------------------
Autor - Tavv
Notka - Chyba powracamy jak widać
z kolejnymi rozdziałami! Cieszycie się? Tak wiem,
ze wszyscy o tym zapomnieli :') Postaramy się wszystko nadrobić.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz