Wyjdź i skieruj się do wyjścia... wyjdź i skieruj się do wyjścia
Słowa, które nieustannie krążyły po mojej głowie. Z której strony by nie spojrzeć to jednak.. zostawiłem tam brata. Tam w środku, gdzie wręcz roiło się od tych pojebanych ludzi. Chcieli nas zamknąć jak w izolatkach. Jak zwierzęta....
Biegłem przed siebie nawet nie oglądając się. Po co? To tylko spowolniłoby moje i tak bardzo wolne tępo. Bez opamiętania słuchałem brata, bo chociaż był tak wybuchowy to zazwyczaj jego plany były nadzwyczaj dobre. Dobre dopóki coś pójdzie nie tak. Usłyszałem strzał. Już nie pierwszy i pewnie też nie ostatni. Ten był inny. Wszystkie poprzednie szły seriami i na jednym się nie kończyło, po tym natomiast nastała głucha cisza. Nic nie słyszałem więcej. Byłem już praktycznie przy wyjściu. Białe światło dnia oślepiało mnie, mimo, że było tak oddalone. W tym dzikim będzie całkowicie zapomniałem o fakcie, jak niebezpieczni mogą okazać się ci ludzie. Zatrzymałem się targany negatywnymi i całkowicie sprzecznymi emocjami. W tym momencie słowa wypowiedziane przez Kenji'eg były zamglone cholerną troską i strachem przed utrata kogoś, kogo kocham. Stałem tak ze spuszczona głową i oczami niczym u kota. Moje źrenice musiały teraz wyglądać jak po niezłej dawce narkotyków. Bałem się obejrzeć. Moje ręce, nogi... straciłem nad nimi panowanie.
"Na co ty czekasz? Biegnij po niego, albo zawróći żyj ze świadomością, że zabiłeś własnego brata..."
Myśli jakie przechodziły mi przez głowę... były straszne. Co miałem z tym wszystkim zrobić!? Nawet mi się nie śniło, że kiedykolwiek będę sprzeciwiał się o kilka minut starszemu bliźniakowi! Nigdy. Nigdy nie chce tego robić, a jednak coś nie pozwalało mi biec dalej. Ostatecznie zacisnąłem zęby, pięści... do tego stopnia, ze moje ręce wręcz zbialały. Nie widziałem tego z powodu panującej dookoła ciemności, mimo wszystko czułem jak krew wręcz z nich odpływa. Dziwne osłabiające uczucie, a już za moment ogromna siła. Adrenalina, co? Ciekawe co potem ten cały wysiłek zrobi z naszymi ciałami. Ogromne cierpienie, ból - już sobie to wyobrażałem na samym wstępie. Nie ważne. Teraz miałem inne priorytety. Odzyskując odwagę i to co do tej pory utrzymywało mnie przy życiu - odwróciłem się natychmiast z zamiarem odzyskania brata. Strzały ucichły już wcześniej więc coś było nie tak. Ciche kroki napastnika. Tylko tyle słyszałem chowając się za jedną ze ścian. Były jakieś dziwne. Nieregularne i takie... takie jakby ktoś wręcz wlókł swoje odnóża po podłodze. Musiałem przebiec na drugą stronę kanału, ale w obecnej sytuacji było to wręcz niemożliwe. Uspokoiłem oddech. Starałem się być jak najciszej, tylko po to by ten co właśnie pełzał w moją stronę mnie nie usłyszał.Trzy.. dwa... jeden... już miałem zamiar wybiec i właściwie staranować napastnika. Wymagało to ogromnych pokładów silnej woli, gdyż ja nie byłem tak bardzo odważny jak brat i zazwyczaj kierowałem się zdrowym rozsądkiem. Wybiegłem tak szybko, że w tym momencie zatrzymanie się było praktycznie niemożliwe. Gdy jednak zobaczyłem kto tak naprawdę ciągnie swoją... nie dwie, a jedną nogę za sobą: osłupiałem. Starałam się zatrzymać nogi, ale zrobiłem to tak raptownie, że za momencik skończyłem na tej ohydnej, brudnej ziemi.
-Ke.... - otworzyłem usta z zamiarem wypowiedzenia czegokolwiek, jednak głos ugrzął mi gdzieś w gardle i nawet nie zamierzał stamtąd wyjść. Nadal nic nie widziałem, choć moje oczy przyzwyczaiły się w pewnym stopniu do ciemności. Co z tego... nawet nie widząc, mogłem stwierdzić, że stan Kenji'ego nie jest taki jak jeszcze przedtem kiedy mieliśmy okazję się rozstać.
-Co ty tu robisz debilu!!! Kazałem ci uciekać! Teraz nawet nie jestem w stanie... - zerwał się z dotychczasowej pozycji, tak żeby wstać. Marnie mu to wyszło, bo nawet nie udało mu się dokończyć wcześniej zaczętego zdania. Czułem krew. Metaliczny zapach - coś strasznego. Na sam jej widok robiło mi się nie dobrze, dlatego właśnie teraz w pewnym stopniu zacząłem doceniać te całe ciemności. Bliźniak tak szybko jak zamierzał wstać, to teraz leżał praktycznie na mnie. Tyle tylko udało mu się zrobić. Nie miał nawet siły by skończyć mnie opieprzać. Może z jednej strony to dobrze. Eh... czy to źle, że się o niego martwiłem?
Byłem tak przerażony, że nawet nie mogłem się wypowiedzieć. Z resztą... tak jak przez dłuższy czas. Mój wzrok utkwiony był w czarnowłosą postać leżącą na moich kolanach. Jak tak dalej pójdzie to teraz na pewno nas złapią. Podniósł głowę, sprawił, że nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Byłem jak zaczarowany. Jak w głębokim transie lub zahipnotyzowany. Miałem wrażenie jakby w tych szarych perełkach właśnie odbijały się tysiące wyzwisk na temat tego jak lekkomyślnie postąpiłem. No tak.. w przeciwnym razie zginął by tylko jeden, czyż nie? Głupta. Jak on w ogóle mógł myśleć, ze wyjdę stąd pozostawiając go na pastwę losu tym zbzikowanym ludziom w fartuszkach.Po kilku minutach bezsensownego wpatrywania się w siebie: w końcu postanowiłem się podnieść. Było to bardzo trudne do osiągnięcia, gdyż Kenji nie miał już siły by chociaż wstać. Co ja mam robić... Myśl Haru... myśl..
Rozejrzałem się dookoła szukając choćby jakiejś znikomej pomocy. Na próżno. Nic co tutaj się znajdowało nie mogło mi w żaden sposób pomóc wynieść stąd Bliźniaka.[...]
Ostatnią rzeczą, którą mogłem zrobić w tym momencie było po prostu wyniesienie go z tej ogromnej paszczy lwa. Był właściwie tej samej wagi co ja... wzrost ten sam. Hmm.. miałem jakieś dziwne wrażenie, że mimo to, daleko go nie zaniosę. Chłopak wdrapał się na moje plecy, przy tym wydając tylko delikatne syknięcia. Z bólu zapewne. Jak na postrzelonego w udo to i tak był bardzo dzielny. Ktoś przecież musi trzymać ten fason i udawać wiecznie odważnego, a skoro nie byłem to ja, to ta rola przypadła Kenji'emu. Szedłem powoli, patrząc i wymierzając każdy swój następny krok. Gdybyśmy się przewrócili to nie dość, że spowodowałbym jeszcze większe szkody u niego, to pewnie sam bym na tym ucierpiał.
-Jeszcze... kawałek... - motywowałem sam siebie, bo powoli zdawałem sobie sprawę z tego, że długo już nie dam rady go nieść. Będąc już praktycznie przy samym wyjściu: ponownie usłyszałem krzyk. Jak to? Przecież odpuścili! Po co im tak nędzni chłopcy. Z własnych obserwacji mogłem stwierdzić, że mieli tam o wiele ciekawsze osoby niż my. Biegli za nami aż do samego końca.
Starałem znaleźć jakąś kryjówkę z czego udało mi się jedynie wepchnąć nas do małej szczeliny między jakimiś zabudowaniami.
-Siadaj, i nigdzie się stąd nie ruszaj. - wyrównanie oddechu po tak długim, wyczerpującym kawałku zhipopotamem bratem na plecach było praktycznie niemożliwe. - Idę sprawdzić jak daleko są. - myślałem, że trochę mniej będzie protestował, podczas gdy on normalnie przykleił mi się do nogi.
-Nie idź Haru. Oni cie zabiją! - wykrzyczał ostatnie jednocześnie zadzierając główkę do góry (ja stałem a on siedział) - Straciłem rodziców, nie chce stracić jeszcze brata! - miałem wrażenie jakby w jego oczach pojawiły się dawno nie spotykane słone krople. Sam byłem tym widokiem nieźle zdziwiony. Czy sytuacja stała się, aż tak poważna, że nawet nie zauważyłem jak bardzo ryzykuję? Nawet jeśli... miałem teraz coś do zrobienia. Jeżeli nie zaryzykuje i nie dowiem się, gdzie tak naprawdę są - nie tylko ja stracę życie. Wyrwałem się z uścisku czarnulka i po cichutku wypatrywałem wroga. Heh! Nie ma ich. Zgubili się, gdzieś w kanałach. I bardzo dobrze. Już miałem zamiar wrócić, jednak kiedy już się odwróciłem: zaparło mi dech w piersiach. Ten sam, jeden największy szaleniec z ośrodka mierzył właśnie pistoletem wprost w głowę postrzelonego chłopaka. Moje źrenice zmniejszyły się pokazując mój ogromny lęk. Kiedy mój strach został w miarę ogarnięty, nawet nie czekając dłużej - ruszyłem w stronę napastnika. W ostatniej chwili stanąłem między nim, a swoim sprzymierzeńcem. Rozłożyłem ręce na bok, a moja mina nie wyrażała w tym momencie nic więcej jak tylko wszechogarniającą złość. Gdybym tylko miał broń w rękach... i trochę więcej odwagi.
-Chyba złą opcje wybrałeś... - wyszczerzył białe zęby mężczyzna stojący przede mną. Zwątpiłem. Ten uśmiech oraz palec na spuście mówił wszystko. Czy ja naprawdę chciałem tak skończyć? - Dobranoc - szepnął po czym powolutku nacisnął to czego się tak obawiałem. Przed tym byłem całkowicie głuchy na wszelkie inne odgłosy, a jedyne co w tym momencie zapamiętałem to rozpaczliwe: Harumi....
Byłem tak przerażony, że nawet nie mogłem się wypowiedzieć. Z resztą... tak jak przez dłuższy czas. Mój wzrok utkwiony był w czarnowłosą postać leżącą na moich kolanach. Jak tak dalej pójdzie to teraz na pewno nas złapią. Podniósł głowę, sprawił, że nasze spojrzenia spotkały się ze sobą. Byłem jak zaczarowany. Jak w głębokim transie lub zahipnotyzowany. Miałem wrażenie jakby w tych szarych perełkach właśnie odbijały się tysiące wyzwisk na temat tego jak lekkomyślnie postąpiłem. No tak.. w przeciwnym razie zginął by tylko jeden, czyż nie? Głupta. Jak on w ogóle mógł myśleć, ze wyjdę stąd pozostawiając go na pastwę losu tym zbzikowanym ludziom w fartuszkach.Po kilku minutach bezsensownego wpatrywania się w siebie: w końcu postanowiłem się podnieść. Było to bardzo trudne do osiągnięcia, gdyż Kenji nie miał już siły by chociaż wstać. Co ja mam robić... Myśl Haru... myśl..
Rozejrzałem się dookoła szukając choćby jakiejś znikomej pomocy. Na próżno. Nic co tutaj się znajdowało nie mogło mi w żaden sposób pomóc wynieść stąd Bliźniaka.[...]
Ostatnią rzeczą, którą mogłem zrobić w tym momencie było po prostu wyniesienie go z tej ogromnej paszczy lwa. Był właściwie tej samej wagi co ja... wzrost ten sam. Hmm.. miałem jakieś dziwne wrażenie, że mimo to, daleko go nie zaniosę. Chłopak wdrapał się na moje plecy, przy tym wydając tylko delikatne syknięcia. Z bólu zapewne. Jak na postrzelonego w udo to i tak był bardzo dzielny. Ktoś przecież musi trzymać ten fason i udawać wiecznie odważnego, a skoro nie byłem to ja, to ta rola przypadła Kenji'emu. Szedłem powoli, patrząc i wymierzając każdy swój następny krok. Gdybyśmy się przewrócili to nie dość, że spowodowałbym jeszcze większe szkody u niego, to pewnie sam bym na tym ucierpiał.
-Jeszcze... kawałek... - motywowałem sam siebie, bo powoli zdawałem sobie sprawę z tego, że długo już nie dam rady go nieść. Będąc już praktycznie przy samym wyjściu: ponownie usłyszałem krzyk. Jak to? Przecież odpuścili! Po co im tak nędzni chłopcy. Z własnych obserwacji mogłem stwierdzić, że mieli tam o wiele ciekawsze osoby niż my. Biegli za nami aż do samego końca.
Starałem znaleźć jakąś kryjówkę z czego udało mi się jedynie wepchnąć nas do małej szczeliny między jakimiś zabudowaniami.
-Siadaj, i nigdzie się stąd nie ruszaj. - wyrównanie oddechu po tak długim, wyczerpującym kawałku z
-Nie idź Haru. Oni cie zabiją! - wykrzyczał ostatnie jednocześnie zadzierając główkę do góry (ja stałem a on siedział) - Straciłem rodziców, nie chce stracić jeszcze brata! - miałem wrażenie jakby w jego oczach pojawiły się dawno nie spotykane słone krople. Sam byłem tym widokiem nieźle zdziwiony. Czy sytuacja stała się, aż tak poważna, że nawet nie zauważyłem jak bardzo ryzykuję? Nawet jeśli... miałem teraz coś do zrobienia. Jeżeli nie zaryzykuje i nie dowiem się, gdzie tak naprawdę są - nie tylko ja stracę życie. Wyrwałem się z uścisku czarnulka i po cichutku wypatrywałem wroga. Heh! Nie ma ich. Zgubili się, gdzieś w kanałach. I bardzo dobrze. Już miałem zamiar wrócić, jednak kiedy już się odwróciłem: zaparło mi dech w piersiach. Ten sam, jeden największy szaleniec z ośrodka mierzył właśnie pistoletem wprost w głowę postrzelonego chłopaka. Moje źrenice zmniejszyły się pokazując mój ogromny lęk. Kiedy mój strach został w miarę ogarnięty, nawet nie czekając dłużej - ruszyłem w stronę napastnika. W ostatniej chwili stanąłem między nim, a swoim sprzymierzeńcem. Rozłożyłem ręce na bok, a moja mina nie wyrażała w tym momencie nic więcej jak tylko wszechogarniającą złość. Gdybym tylko miał broń w rękach... i trochę więcej odwagi.
-Chyba złą opcje wybrałeś... - wyszczerzył białe zęby mężczyzna stojący przede mną. Zwątpiłem. Ten uśmiech oraz palec na spuście mówił wszystko. Czy ja naprawdę chciałem tak skończyć? - Dobranoc - szepnął po czym powolutku nacisnął to czego się tak obawiałem. Przed tym byłem całkowicie głuchy na wszelkie inne odgłosy, a jedyne co w tym momencie zapamiętałem to rozpaczliwe: Harumi....
-----------------------------------
Autor - Tavve
Adnotacja - Zginął czy może żyje?
Ciekawe kto już się domyśla co się wydarzy :)
Autor - Tavve
Adnotacja - Zginął czy może żyje?
Ciekawe kto już się domyśla co się wydarzy :)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz