Znieruchomiałem. Gdybym nie zobaczył kto to, gdybym zaczął strzelać od razy... zabiłbym własnego brata. Otworzyłem szerzej oczy. Nie wierzyłem w to co mogłem zrobić. Odrzuciłem broń, chwilę wpatrywaliśmy się w siebie, chyba obydwoje z niedowierzaniem i nutką zawodu. Zawiodłem się na samym sobie. Nie strzeliłbym w niego. Nie zrobiłbym tego.
- Haru...- złapałem go za nadgarstki, przyciągnąłem do siebie i przytuliłem mocno, chyba nawet z taką siłą, że pozbawiłem go na chwilę tchu.- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło...- próbowałem się nie rozkleić. Kilka dni temu myślałem, że już nie zobaczę, a teraz? Przytulałem go, próbując nie ryczeć ze szczęścia. Mój towarzysz podróży tylko przekręcił głowę i wpatrywał się nam zapewne nieco niezrozumiale. Przez ten czas nie dowiedziałem się niczego o nim prócz tego, że wydaje zabawne dźwięki. W czasie moich gromkich przemyśleń Haru po prostu mnie odepchnął przerażony i odsunął się. Zapomniałem. Moja reakcja była zbyt drastyczna, a mój brat... zbyt przerażony. Nie widziałem go nigdy tak przerażonego. Co by było gdybym jednak strzelił? Gdybym nie potrafił utrzymać złości, która mną kierowała, gdy rzucałem się na swojego brata, niewiedząc, że to on?
- Ha-Harumi...- wyjąkałem nieco zaskoczony. Nagle zostałem gwałtownie przyciśnięty do ściany, ta wręcz w niektórych miejscach popękała. Syknąłem cicho. Kira trzymał mnie mocno za szyję, przy okazji jeszcze bardziej wbijając w ścianę. Przekląłem w myślach i spojrzałem kątem oka na brata. Chciał coś powiedzieć, ale widziałem, że go sparaliżowano. Miał do tego pełne prawo. Jednak mojego nowego mechanicznego przyjaciela nawet to nie ruszyło. Szczerze, zdziwiłem się, że tu jeszcze jest.Ogon owinął wokół nogi chłopaka i podniósł go, tak że ich głowy były na tej samej wysokości.
- Co to, kurwa, jest?!- warknął, próbując w międzyczasie wyszarpać nogę.
- Nie wiem, ale ostatnio mi pomogło- wzruszyłem ramionami i podałem rękę bliźniakowi. Ten jednak wstał sam. Trochę zawiodłem się z tego powodu. Nie sądziłem, że mógłby trzymać tak długo urazę. Gdybym od początku wiedział, że to on. Mimo to i tak bardzo się cieszyłem, że żyje.
- Każ temu czemuś mnie puścić!- rozkazał i spojrzał na mnie wzrokiem zabójcy.
- Wybacz, nie mam nie niego wpływu- mruknąłem i pomasowałem obolałą szyję - jak będzie chciało to cię puści- westchnąłem jakby bezradnie. Nie obchodziło mnie to co "on" z nim zrobi. Naprawdę. Ważne, że znalazłem Haru. Zawsze mnie wspierał. Teraz ja chciałbym jakoś pomóc mu. W końcu to mój brat. Zawsze widzę, gdy coś jest nie tak. Martwiło mnie to, że myślał, że mogę w niego strzelić.
- Haru...- złapałem go za nadgarstki, przyciągnąłem do siebie i przytuliłem mocno, chyba nawet z taką siłą, że pozbawiłem go na chwilę tchu.- Nawet nie wiesz jak mi ulżyło...- próbowałem się nie rozkleić. Kilka dni temu myślałem, że już nie zobaczę, a teraz? Przytulałem go, próbując nie ryczeć ze szczęścia. Mój towarzysz podróży tylko przekręcił głowę i wpatrywał się nam zapewne nieco niezrozumiale. Przez ten czas nie dowiedziałem się niczego o nim prócz tego, że wydaje zabawne dźwięki. W czasie moich gromkich przemyśleń Haru po prostu mnie odepchnął przerażony i odsunął się. Zapomniałem. Moja reakcja była zbyt drastyczna, a mój brat... zbyt przerażony. Nie widziałem go nigdy tak przerażonego. Co by było gdybym jednak strzelił? Gdybym nie potrafił utrzymać złości, która mną kierowała, gdy rzucałem się na swojego brata, niewiedząc, że to on?
- Ha-Harumi...- wyjąkałem nieco zaskoczony. Nagle zostałem gwałtownie przyciśnięty do ściany, ta wręcz w niektórych miejscach popękała. Syknąłem cicho. Kira trzymał mnie mocno za szyję, przy okazji jeszcze bardziej wbijając w ścianę. Przekląłem w myślach i spojrzałem kątem oka na brata. Chciał coś powiedzieć, ale widziałem, że go sparaliżowano. Miał do tego pełne prawo. Jednak mojego nowego mechanicznego przyjaciela nawet to nie ruszyło. Szczerze, zdziwiłem się, że tu jeszcze jest.Ogon owinął wokół nogi chłopaka i podniósł go, tak że ich głowy były na tej samej wysokości.
- Co to, kurwa, jest?!- warknął, próbując w międzyczasie wyszarpać nogę.
- Nie wiem, ale ostatnio mi pomogło- wzruszyłem ramionami i podałem rękę bliźniakowi. Ten jednak wstał sam. Trochę zawiodłem się z tego powodu. Nie sądziłem, że mógłby trzymać tak długo urazę. Gdybym od początku wiedział, że to on. Mimo to i tak bardzo się cieszyłem, że żyje.
- Każ temu czemuś mnie puścić!- rozkazał i spojrzał na mnie wzrokiem zabójcy.
- Wybacz, nie mam nie niego wpływu- mruknąłem i pomasowałem obolałą szyję - jak będzie chciało to cię puści- westchnąłem jakby bezradnie. Nie obchodziło mnie to co "on" z nim zrobi. Naprawdę. Ważne, że znalazłem Haru. Zawsze mnie wspierał. Teraz ja chciałbym jakoś pomóc mu. W końcu to mój brat. Zawsze widzę, gdy coś jest nie tak. Martwiło mnie to, że myślał, że mogę w niego strzelić.
- Harumi, zrób coś- jego twarz się zmieniła gdy mówił do mojego brata. Wydawał się o wiele spokojniejszy niż na samym początku. Nie znałem Kiry z tej strony, zawsze kojarzył mi się ze złymi bogatymi chłopakami z zamożnych dzielnic, którzy zachowywali się przy okazji jak rozwydrzone bachory, gdy nie dostały swojej ulubionej zabawki.
- K-Kenji... na pewno możesz coś zrobić- odpowiedział mój brat. Zacisnąłem dłonie w pięści. Byłem wkurzony. Dlaczego on się słuchał tego idioty? Odetchnąłem tylko głośno, aby się uspokoić. Co miałem zrobić? Zerknąłem wymownie na mojego towarzysza podróży. To wystarczyło. Kira wylądował z impetem na ziemi. Syknął tylko, wstał i otrzepał się.
- To ty jesteś bratem Haru? Kenji ta? Heh, myślałem, że już nie żyjesz.
- Taa, też tak myślałem- odwróciłem wzrok z obojętną miną. Byłem naprawdę zły, chociaż nie wiedziałem tak naprawdę na kogo. Na Harumi'ego nie potrafiłem być zły, choć na pewno zawiódł mnie swoją postawą. Jeśli chodzi o Kirę... chętnie bym mu przyjebał i to dość mocno.
- "Czemu go bronisz?"- pomyślałem. Nie widziałem w tym większego sensu.
- Kira mnie ochronił przed szalonym doktorkiem...- wytłumaczył szybko mój brat bliźniak. Tak, ja wtedy nie zdołałem go obronić, to prawda. Jednak czemu On? Nie mógłby to być ktoś inny? Cisza przeszyła nas wszystkich. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Słyszałem tylko od czasu do czasu dźwięki dobrze znanej mi maszyny.
- Chodźmy do kryjówki...-zaproponował Harumi. Czyli jednak trochę tu byli. Nie sądziłem, że od razu odbił Haru.
- K-Kenji... na pewno możesz coś zrobić- odpowiedział mój brat. Zacisnąłem dłonie w pięści. Byłem wkurzony. Dlaczego on się słuchał tego idioty? Odetchnąłem tylko głośno, aby się uspokoić. Co miałem zrobić? Zerknąłem wymownie na mojego towarzysza podróży. To wystarczyło. Kira wylądował z impetem na ziemi. Syknął tylko, wstał i otrzepał się.
- To ty jesteś bratem Haru? Kenji ta? Heh, myślałem, że już nie żyjesz.
- Taa, też tak myślałem- odwróciłem wzrok z obojętną miną. Byłem naprawdę zły, chociaż nie wiedziałem tak naprawdę na kogo. Na Harumi'ego nie potrafiłem być zły, choć na pewno zawiódł mnie swoją postawą. Jeśli chodzi o Kirę... chętnie bym mu przyjebał i to dość mocno.
- "Czemu go bronisz?"- pomyślałem. Nie widziałem w tym większego sensu.
- Kira mnie ochronił przed szalonym doktorkiem...- wytłumaczył szybko mój brat bliźniak. Tak, ja wtedy nie zdołałem go obronić, to prawda. Jednak czemu On? Nie mógłby to być ktoś inny? Cisza przeszyła nas wszystkich. Nikt nie wiedział co ma powiedzieć. Słyszałem tylko od czasu do czasu dźwięki dobrze znanej mi maszyny.
- Chodźmy do kryjówki...-zaproponował Harumi. Czyli jednak trochę tu byli. Nie sądziłem, że od razu odbił Haru.
* * *
Siedziałem wraz z moim mechanicznym przyjacielem w pokoju. Nigdy nie myślałem, że robot może być aż tak wyczulony na ludzkie uczucia... że umie współczuć. Potrafił się ze mną porozumieć za pomocą zapisu. Na kartce rozpisywał wszystko, co myślał. Nie umiałem jednak w pełni mu zaufać. W końcu to jednak robot. Jest tylko zaprogramowany i nic więcej.
Wstałem z łóżka niechętnie i powędrowałem w stronę prowizorycznej kuchni. Udało nam się zdobyć jedną z paczek, a ja trochę nie jadłem, więc chciałem jednak skorzystać z jej wyposażenia, jakim było w jakiejś części jedzenie. Spotkałem w pomieszczeniu Haru. Chciałem się do niego odezwać, wyglądało jednak, że był na mnie nadal zły.
- Harumi...? Czemu go broniłeś?- odezwałem się po dłuższej chwili. On jednak mi nie odpowiedział. Nie pytałem go o nic więcej tylko od czasu do czasu o jego samopoczucie. Chciałem jakoś pomóc. Zrobić cokolwiek. Wytrzymałem do wieczora w takim stanie. Nie dałbym rady gdyby dłużej się nie odezwał. Wieczorem zapukałem do jego pokoju.
- Proszę...- mruknął cicho. Zgadywałem, że był już w łóżku. Wszedłem do środka. Miałem rację. Leżał w łóżku, próbował zasnąć. Od czasu do czasu miał problemy ze snem, jednak nie zdarzało się to często. Gdy on nie mógł spać ja tym bardziejnnie dawałem rady. To była jedna z chwil, gdy wiedziałem, że coś się dzieje. On nawet na mnie nie spojrzał. Czułem jak gula staje mi w gardle. Co miałem mu powiedzieć?
- Haru... wiesz, że nigdy bym w ciebie nie strzelił, nie wiedziałem, że to ty... nie chciałem się na ciebie rzucić. Przecież jesteś moim bratem, przecież za bardzo cię kocham by zrobić ci krzywdę- powiedziałem najszybciej jak potrafiłem. Chłopak zacisnął rękę na poduszce. Czułem się odpowiedzialny, za to wszystko. Wsunąłem mu się do łóżka. Ten nie protestował. Objąłem go od tyłu wokół szyi i przytuliłem go czule.
- Jesteś moim bratem, gdybym skrzywdził ciebie... to tak jakbym skrzywdził siebie, wiesz o tym i to bardzo dobrze- szepnąłem mu spokojnie do ucha.
Siedziałem wraz z moim mechanicznym przyjacielem w pokoju. Nigdy nie myślałem, że robot może być aż tak wyczulony na ludzkie uczucia... że umie współczuć. Potrafił się ze mną porozumieć za pomocą zapisu. Na kartce rozpisywał wszystko, co myślał. Nie umiałem jednak w pełni mu zaufać. W końcu to jednak robot. Jest tylko zaprogramowany i nic więcej.
Wstałem z łóżka niechętnie i powędrowałem w stronę prowizorycznej kuchni. Udało nam się zdobyć jedną z paczek, a ja trochę nie jadłem, więc chciałem jednak skorzystać z jej wyposażenia, jakim było w jakiejś części jedzenie. Spotkałem w pomieszczeniu Haru. Chciałem się do niego odezwać, wyglądało jednak, że był na mnie nadal zły.
- Harumi...? Czemu go broniłeś?- odezwałem się po dłuższej chwili. On jednak mi nie odpowiedział. Nie pytałem go o nic więcej tylko od czasu do czasu o jego samopoczucie. Chciałem jakoś pomóc. Zrobić cokolwiek. Wytrzymałem do wieczora w takim stanie. Nie dałbym rady gdyby dłużej się nie odezwał. Wieczorem zapukałem do jego pokoju.
- Proszę...- mruknął cicho. Zgadywałem, że był już w łóżku. Wszedłem do środka. Miałem rację. Leżał w łóżku, próbował zasnąć. Od czasu do czasu miał problemy ze snem, jednak nie zdarzało się to często. Gdy on nie mógł spać ja tym bardziejnnie dawałem rady. To była jedna z chwil, gdy wiedziałem, że coś się dzieje. On nawet na mnie nie spojrzał. Czułem jak gula staje mi w gardle. Co miałem mu powiedzieć?
- Haru... wiesz, że nigdy bym w ciebie nie strzelił, nie wiedziałem, że to ty... nie chciałem się na ciebie rzucić. Przecież jesteś moim bratem, przecież za bardzo cię kocham by zrobić ci krzywdę- powiedziałem najszybciej jak potrafiłem. Chłopak zacisnął rękę na poduszce. Czułem się odpowiedzialny, za to wszystko. Wsunąłem mu się do łóżka. Ten nie protestował. Objąłem go od tyłu wokół szyi i przytuliłem go czule.
- Jesteś moim bratem, gdybym skrzywdził ciebie... to tak jakbym skrzywdził siebie, wiesz o tym i to bardzo dobrze- szepnąłem mu spokojnie do ucha.
---------
Autor- Turlajdropsa
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz