Padł strzał. przebił mi ramię. Moje nogi ugięły się pod moim własnym ciężarem. To było za dużo jak na jeden dzień. Spojrzałem na Harumi'ego i uśmiechnąłem się do niego z otuchą.
- Kurwa, spudłowałem- warknął sam do siebie mężczyzna. Nie sądziłem, że naszym oprawcą będzie On. Sądziłem, że uda nam się uciec, a jeśli nam się nie uda, że wpadlibyśmy w ręce strażników. Nie Jego.
- K-Kenji....- wyjąkał, widząc mnie w takim stanie. Mimo to nadal próbowałem zachować pozory.
- Uciekaj Harumi- powiedziałem dość łagodnie, a zarazem przekonująco. Próbowałem ukryć to, że głos mi się załamuje. To wcale nie było łatwe, choć cieszyłem się w środku, wiedząc, że zdążyłem. Szkoda, że własnym kosztem. Chyba powiedzieć: "Trudno", tutaj nie pasuje, co? Powoli traciłem świadomość tego co się dzieje wokòł mnie. Nawet krzyk bliźniaczego brata był zagłuszony. Wiedziałem jednak, że wyzywa mnie od debili i innych istot jednokomórkowych. No cóż, zrobiłem to, co uważałem za słuszne. Widziałem zamazany obraz chłopaka, który złapał Harumi'ego i zaczął wlec mimo jego wyraźnego sprzeciwu. Prosiłem aby uciekał, ale On go złapał. Nie mogłem już się nawet ruszyć. Podniosłem tylko lekko rękę. Zdawało mi się, że waży jakieś 30 kilo. Szybko opadła bezwładnie. Zamknąłem oczy, próbowałem uspokoić oddech. Słyszałem kroki, jednak to nie były dobrze mi znane ciężkie stawianie stóp Jego. Były one bardzo lekkie, jakby owa osoba tylko delikatnie się odbijała od podłoża, zamiast stąpać po ziemi. Tylko tyle usłyszałem. Potem już całkowicie straciłem przytomność.
- Harumi...- mruknąłem marszcząc brwi. Nie byłem tego do końca świadomy. Ciężko było być świadomym, gdy się straciło przytomność na dłuższy czas- Harumi!- krzyknąłem, otwierając oczy i podnosząc siè do pozycji siedzącej. Od razu poczułem promieniujący ból, który ogarnął moje ramię, aż do piersi. Jęknąłem z bólu i zacisnąłem rękę na miejscu rany. Poczułem na nim materiał, inny niż ten, którego używano do więziennych obrań. Zerknąłem na ową część ciała. Była pokryta dokładnie bandażem. Zdziwiło mnie to wszystko. Błyskawicznie przypomniałem sobie co się stało. Chciałem się podnieść, jednak byłem o wiele za słaby. Moje nogi były jak wata. Mimo to i tak uparcie wstałem, aby paść z powrotem na miękkie podłoże. Było to normalne łóżko. Dopiero teraz zauważyłem, że nie jestem w dobrze znanym mi więzieniu, ale w domu. W drobnym pomieszczeniu o ścianach w kolorze głębokiej czerwieni, która wręcz przyprawiała o niepokój. Farba schodziła już ze ścian. Łóżko nie było nowe, podobnie jak i dębowa szafka, która wyglądała jakby miała się zaraz rozsypać na drzazgi.
Bałem się o Haru. Nie wiedziałem, gdzie jest, co się z nim dzieje... czy w ogóle przeżył. Poszukałbym go od razu, jednak moje nogi odmawiały mi posłuszeństwa po tamtym dniu. Ba, nawet nie wiedziałem, jaki mamy dzień, ile minęło od tamtego zdarzenia. Nie wiedziałem nic, prócz tego, że muszę stąd jak najszybciej wyjść.
Skrzypiące, wręcz doprowadzające do szału, drzwi otworzyły się powoli. Do środka weszło coś, co na początku zaparło mi dech w bolącej klatce piersiowej. Nie rozpoznałem płci. Osoba była za maską. Nic dziwnego, aż do ud miało mechaniczne ubranie. Gdzieniegdzie świeciły niebieskie diody, które były idealnie ułożone. Mechaniczne dłonie były przerośnięte, a twarz zasłaniała szybka. Przyznam przypominało nieco czarnego Iron Man'a z ogonem. Na mostku i na dłoniach znajdowały się "dziury" wypełnione niebieskim światłem. Odsłonięte uda były wręcz śnieżnobiałe. Na szyi za to było coś co wcale by nie pasowało do mechanicznego stroju. Czerwony szalik. Odsunąłem się nieco w kąt łóżka. Nie chciałem mieć z tym czymś nic wspólnego.
Nawet jeśli zachęcała mnie taca z jedzeniem jaka została przyniesiona przez to coś. Nie miałem nawet czy się bronić, gdy się zbliżało. Kręciło lekko ogonem, idąc spokojnym, lekkim krokiem w moją stronę. Usiadło obok i przysunęło mi jedzenie, nie miałem nawet gdzie ani jak uciec. Co mogłem zrobić? Stworzenie wyjęło strzykawkę z przezroczystym płynem, który dobrze znałem. Podawali mi go jeszcze rok temu. Odtrutka. Chwyciło moją maskę, odpinając pasy. Na początku spanikowałem, choć nie okazałem tego. Choć w spojrzeniu moja obawa i tak wyszła na światło dzienne. Zdjęło maskę filtrującą. Wstrzymałem na chwilę oddech, a osoba... robot podało mi odtrutkę i wskazało na jedzenie. Przekręciło przy tym lekko głowę jak zwierzę, które nie rozumie wydanego polecenia, a potem zrobiło coś co było dość zabawne. Wydało dźwięk jak BB-8. Nadal jednak starałem się zachować pozór tego, że mnie nie obchodzi czym jest.
Wziąłem kęs bułki i popiłem mlekiem. To było o wiele lepsze jedzenie od tego, które dostawaliśmy w więzieniu. Tam nawet zdechłe muchy były lepsze. Wciskałem się wręcz w oparcie łóżka. Może to coś mnie tuczy po to, aby mnie potem zjeść? Teraz nic nie jest pewne, a krwiożercze bioroboty są realne.
- Gdzie jestem?- spytałem, mając nadzieję, że odzyskam normalną odpowiedzieć. Jednak nie przyniosło to wyczekiwanego rezultatu, więc jadłem dalej w ciszy. Wyszło z pokoju, po chwili jednak wróciło z jakimś sporym papierkiem. Jak się okazało chwilę potem, gdy jednostka rozłożyła je na łóżku, że to mapa terenu. Było w na niej wszystko, włącznie z tajnymi wyjściami z więzienia. Wskazała na mi mały kwadracik przy starym parku- tutaj się znajdowaliśmy.
- Pomożesz mi?- spytałem po chwili.- Muszę odnaleźć brata, może widziałeś dwóch gości, którzy stąd wychodzą? Jeden się wyrywał drugiemu- oznajmiłem, zakładając z powrotem maskę. Podeszło do długowiecznej szafki. Z niej wyjęło broń, dwie sztuki. Jedną podało mi. Uznałem to za zgodę.
[...]
- Twój brat tak czy inaczej by nie przeżył. To, że chciał cię obronić to nie moja wina- mruknął Kira. Czyścił lufę swojej broni, siedząc pod mostem wraz z Haru.
- Jesteś idiotą! Mogliśmy mu jeszcze pomóc, a ty...- słowa ni przechodziły my przez gardło. Już 4 dzień się z tym zmagał. Odkąd tamten naukowiec postrzelił jego brata, to już był koniec. Kenji nie żył już czwarty dzień. Przynajmniej tak myśleli. Kira znalazł Harumi'ego, gdy naukowiec ciągnął go do więzienia, jednak nie przez ścieki. Wolał iść normalną drogą. Chłopak zastrzelił szaleńca, a od bliźniaka Kenji'ego dowiedział się co się stało. Wiedział, że jest już za późno na pomoc, więc nawet nie miał zamiaru się narażać. Po prostu zabrał Haru, gdzieś w miasto, od tamtej pory trzymali się razem.
- Jestem Kira. Słuchaj nie przeżywaj tak. Nie pomógłbyś mu. Nie ważne jak szybko byśmy tam dotarli, znaleźlibyśmy go tam martwego- wstał. Zbliżył się do niego i przytulił widząc, że jest roztrzęsiony. Westchnął.
- Kłamiesz...- mruknął. Chciał się wyszarpnąć, jednak on mu na to nie pozwolił.
- Jesteś cholernie uparty- zaśmiał się drwiąco. Podniósł jego podbródek, a na jego ustach złożył pocałunek.
--------------------------
Autor: Turlajdropsa
Adnotacja: BB-8 to droid z Gwiezdnych Wojen.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz